O autorze
5 osób, 5 różnych opowieści i jedna podróż do Kambodży. Agata, Asia, Magda, Grzesiek i Tomek odwiedzili ten wyjątkowy kraj w maju 2015 roku. Teraz dzielą się swoimi wrażeniami i pięknymi zdjęciami. Każdy opisuje inny aspekt życia w Kambodży. Motywem przewodnim wszystkich relacji jest edukacja.

Kambodża – raj nieidealny

Rajski krajobraz • fot. Agata Czachórska
Rajski krajobraz • fot. Agata Czachórska
Wielu osobom Kambodża kojarzy się z rajskimi krajobrazami, pięknymi budowlami i upałem. Moje pierwsze skojarzenia to: gorąco, wilgoć i krwawe rządy Czerwonych Khmerów. Fakt – z Kambodżą nierozerwalnie kojarzy się też cudowna, pradawna świątynia Angkor Wat, zanurzona w tropikalnej zieleni – obrazek z pocztówki, obowiązkowy przystanek turysty. Ale nie mój, nie nasz. Bo nie jesteśmy tradycyjnymi turystami. Przylecieliśmy do Kambodży, by patrzeć na ten kraj i doświadczać tego, co przeciętnemu turyście niedostępne. Zboczyć z turystycznych szlaków, kluczyć mniej uczęszczanymi uliczkami, jechać przez szereg prowincji do oddalonych wsi. Mieliśmy zobaczyć Kambodżę mniej znaną, ale za to prawdziwą. Przyjeżdżając do tego kraju, nie sądziłam, że prawda okaże się aż tak poruszająca.

Naszą podróż rozpoczęliśmy w stolicy, Phnom Penh. To miasto pełne kontrastów, gdzie architektura, z widocznymi wpływami z czasów kolonii francuskiej, miesza się z nowoczesnym budownictwem i swego rodzaju blokami-duchami. Wszystko to oplecione chaosem zwisających bez żadnego ładu i składu kabli i ubrane w dźwięki ulicznego ruchu.
Jeszcze do niedawna opustoszałe miasto, dziś tętniące życiem. Gdzie ekskluzywne samochody jadą przez zatłoczone arterie wśród rzeki skuterów i wszędobylskich tuk tuków. Gdzie wejścia do wykwintnych sklepików i butików upstrzone są maleńkimi, prowizorycznymi stoiskami skleconymi z tego, co akurat było pod ręką, oferującymi świeże jackfruity, orzeźwiające napoje z bambusa, soczyste mango. To tu, to tam jakiś papierek na chodniku, jakieś skórki od owoców, kawałki kartonów.

W miarę oddalania się od centrum miasta, krajobraz się zmienia. Zabudowania stają się coraz niższe, jest ich coraz mniej. Coraz więcej przestrzeni, coraz więcej zieleni. Jedno, co się nie zmienia, to obecność przydrożnych sklepików, oferujących napoje, papierosy lub lokalne owoce.

Mijamy pola ryżowe, drewniane, skromne domki na palach oraz krowy. Roślinność staje się bujniejsza. Jej zieleń kontrastuje z rdzawą glebą ferralitową, która swoją barwę zawdzięcza zawartości żelaza. Jeszcze kawałek, jeszcze chwila i po obydwu stronach asfaltowej, szarej drogi pojawi się prawdziwa dżungla – gęsta, ciepła, wilgotna, mięsista i soczyście zielona: malachitowa, butelkowa, oliwkowa w słońcu zmierzającym ku zachodowi. Widok godzien kilku gigabajtów miejsca na karcie pamięci aparatu.
Okazuje się jednak, że to cudowne bogactwo przyrody, które winno się chronić ponad wszelką wątpliwość, to pozostałości tego, jak wyglądał kraj Khmerów jeszcze 40 lat temu. W latach 70-tych Kambodża była w 70% porośnięta przez dziewicze lasy deszczowe. W 2007 r. było to już tylko 3,1 % powierzchni. W sumie Kambodża straciła 25 tys. km² lasów pomiędzy rokiem 1990 i 2005 – z czego 3,34 tys. km² stanowiły lasy dziewicze. Najbardziej poważną przyczyną deforestacji jest nielegalny wyrąb*. Unikalna przyroda znika.
Nasz przystanek w podróży stanowi miasto Koh Kong, stolica prowincji, z której następnego ranka wyruszymy odwiedzić szkołę podstawową Chroy Pros, na wyspie oddalonej godzinę drogi motorówką. Zbliżamy się do przystani, a mnie uderza widok odpadów pływających w wodach rzeki Prek Kaoh Pao: pojemników, butelek, różnego typu opakowań. To nie pojedyncze sztuki, które czasami udaje mi się zlokalizować na gdańskiej plaży przy Westerplatte. To całe ich skupiska.
Wsiadamy do motorówek pełni ekscytacji, jak dzieci, z którymi niebawem spotkamy się w szkole. Mkniemy bujani przez fale. Chłonąc cudowne krajobrazy, docieramy do wyspy. Z oddali jej brzeg usiany kolorowymi łódkami, małymi pomostami, rybackimi chatkami wygląda cudownie jak z pocztówki. Docierając bliżej i bliżej, niedoskonałości stają się coraz bardziej widoczne – przy brzegu płaszcz unoszących się odpadów. Jak plama na ulubionej sukience, jak kawałki farby odpadającej z malarskiego arcydzieła. Wysiadamy i przedzierając się w głąb wyspy wciąż napotykamy na takie fałszywe nuty w tej arii perfekcyjnego krajobrazu. Podczas gdy powietrze staje się coraz bardziej wilgotne i gorące, z zielni drzew i zarośli wyłania się mały, żółty budynek i trawiasty dziedziniec szkoły. Spędzamy w niej kilka godzin, odwiedzając klasy, rozmawiając z dyrekcją, nauczycielami, przedstawicielami lokalnej społeczności, a nawet z mnichem – przełożonym pobliskiej świątyni. I oczywiście z dziećmi. Zobaczyliśmy w tej szkole klasy, maleńką bibliotekę, kącik pierwszej pomocy, a nawet przedstawienie teatralne przygotowane przez uczniów. To czego nie zobaczyliśmy, to do tej pory nieustannie nam towarzyszące śmieci.
I napawa mnie to nadzieją, że młode pokolenie będzie dbało o swoje najbliższe otoczenie i unikalne zasoby przyrodnicze Kambodży. Pierwszym krokiem do tego jest jednak edukacja i poprawa dostępu do niej. Umożliwienie najmłodszym czegoś, co nam Europejczykom zdaję się być oczywiste – chodzenia do szkoły. To dzięki szkole będą mieli szansę na lepsze jutro, wyjście z biedy, poprawę warunków w jakich teraz żyją ich rodziny, również tych mających wpływ na stan środowiska naturalnego. Kto wie, może ktoś z nich zbuduje i rozpropaguje lokalny system zbiórki odpadów? To byłoby najlepsze potwierdzenie, że programy edukacyjne, które w Kambodży realizuje organizacja Save the Children, przy udziale IKEA Foundation, mają niezaprzeczalny sens, pomagając tworzyć lepszy świat teraz i w przyszłości.

* MAR-SFM Working Paper 15/ 2007, Forestry Department - Food and Agriculture Organization of the United Nations, BRIEF ON NATIONAL FOREST INVENTORY, CAMBODIA, Forest Resources Development Service, Rome, June 2007 - http://www.fao.org/docrep/016/ap183e/ap183e.pdf

O autorze:
Agata Czachórska, ekolożka z zamiłowania, pracuje w IKEA od sześciu lat. Zaczynała od pracy w sklepie IKEA Kraków, gdzie była koordynatorem ds. zrównoważonego rozwoju. Obecnie pełni obowiązki kierownika ds. zrównoważonego rozwoju w polskiej centrali firmy IKEA. W ostatnim roku swojej pracy w Krakowie odpowiadała za akcję „Pluszaki dla Edukacji” i był to jeden z najlepszych projektów, jaki miała okazję prowadzić. Wierzy w koncepcję zrównoważonego rozwoju i uwielbia swoją pracę, zwłaszcza projekty, które niosą pomoc dzieciom. Wyjazd IWitness był dla niej unikalną szansą na to, by stać się świadkiem tworzenia lepszego świata w odległych jego zakątkach. W wolnym czasie czyta, gotuje i gra w gry wyścigowe.
Trwa ładowanie komentarzy...