Rozmyślałem sporo nad przykładem najlepiej obrazującym, czym codzienne życie w Kambodży różni się od życia w Polsce. U nas, zwłaszcza w większych miastach, codziennym problemem może być poranna walka o miejsce parkingowe w centrum. Dla Kambodżan problemem nie jest natomiast deficyt miejsc czy nawet samych samochodów (które de facto mają nieliczni), a brak książki do nauki własnego, ojczystego języka. To pokazuje skalę problemów, z jakimi na co dzień boryka się Kambodża. Mimo to, ludzie są szczęśliwi. A już z całą pewnością bardzo zaradni. Przez lata, nauczeni walczyć o byt, wiedzą, że nic nie przyjdzie samo, że o wszystko muszą się postarać. I starają się, jak mogą.
Godnym podziwu jest fakt, że w Kambodży nic się nie marnuje. Kambodżanie wyznają zasadę „wykorzystaj to, co masz” do realizacji swojego celu, bądź zadania. Wykorzystują więc narzędzia i przedmioty do granic możliwości. Dlaczego? Bo nie mają nic innego. W ten sposób powstają na przykład wszelkiej maści, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju pojazdy, które transportują pasażerów, towary, a często całe punkty gastronomiczno-usługowe. Tzw. tuk tuki są najpopularniejszym środkiem transportu w zatłoczonej stolicy Phnom Penh.
Z czego więc żyją Kambodżanie? W 40% z usług, do których zalicza się wspomniane usługi transportowe, gastronomiczne, a także naprawcze (bo przy tak dużej liczbie pojazdów, niezbędni są też mechanicy). 30% wartości PKB generuje rolnictwo, a 22% przemysł. Ten ostatni opiera się na produkcji odzieży, obuwia, drewna, miedzi, ryżu i tytoniu. Co ciekawe, choć we wszystkich sklepach i przydrożnych punktach sprzedaży dostępne są papierosy, nie widziałem nigdzie, żeby ktokolwiek je palił.
A co mieszkańcy Kambodży najbardziej lubią robić w czasie wolnym? Coś, co paradoksalnie jest ich prawdziwą słabością – pić piwo i grać w karty. To niestety prowadzi bardzo często do alkoholizmu.
Pomimo codziennych problemów, mieszkańcy tego niewielkiego państwa, są pogodni i radośni. To samo można powiedzieć o dzieciach. W szkołach, które odwiedziliśmy nie spotkaliśmy smutnego ucznia. Wszyscy z przyjemnością przychodzą na lekcje. U nas gros dzieci najchętniej chodziłyby na wagary (i często tak się dzieje). W Kambodży szkoła to dla dzieciaków wyjątkowe miejsce. Miejsce bezpieczne, w którym mogą zdobyć nowe umiejętności, ale też pobawić się i po prostu pobyć z rówieśnikami.
Największe wrażenie zrobił na mnie mały chłopiec, który swego czasu, pomimo wrodzonej wady ręki, codziennie przepływał wpław rzekę, by dotrzeć do ukochanej szkoły. Pokonywał swoje własne granice, by zdobyć wykształcenie i pomóc tacie i siostrom. Niestety wciąż wiele dzieci z dysfunkcjami nie uczęszcza do szkół. Są marginalizowane z uwagi na swoją niepełnosprawność. Organizacje takie jak Save the Children, z którą mieliśmy przyjemność podróżować po Kambodży, starają się to zmienić. A my wszyscy, pomagając w ramach akcji IKEA, przyczyniamy się do tej zmiany.
O autorze:
Grzegorz Bochenek ma 27 lat. Pracuje jako Marketing Manager w sklepie IKEA Warszawa-Targówek. Udział w projekcie IWitness był dla niego szansą na zobaczenie na własne oczy wspaniałych projektów wspieranych przez IKEA Foundation. Prywatnie uwielbia podróżować i poznawać nowych ludzi i ich odmienne kultury. Jego największą pasją są jednak samochody i wszystko, co z nimi związane.
