O autorze
5 osób, 5 różnych opowieści i jedna podróż do Kambodży. Agata, Asia, Magda, Grzesiek i Tomek odwiedzili ten wyjątkowy kraj w maju 2015 roku. Teraz dzielą się swoimi wrażeniami i pięknymi zdjęciami. Każdy opisuje inny aspekt życia w Kambodży. Motywem przewodnim wszystkich relacji jest edukacja.

Życie (nie)codzienne w Kambodży

Dziecięca radość • fot. Grzegorz Bochenek
Dziecięca radość • fot. Grzegorz Bochenek
Przed wyjazdem do Kambodży długo zastanawiałem się, co odkryję w tym kraju, co mnie najbardziej zainteresuje, czym będę chciał się podzielić i o czym będę chciał opowiedzieć po powrocie. Doszedłem do dość oczywistego wniosku, że wszystko stanie się jasne, jak już znajdę się w Kambodży, stanę między mieszkańcami tego kraju, porozmawiam z nimi, poznam ich. Gdy tylko wyszliśmy z lotniska, po kilkunastogodzinnym locie, uderzyło mnie nie tylko wszechobecne gorąco, ale też pozytywna energia bijąca od każdego mijanego człowieka. Mówi się, że my Polacy jesteśmy gościnni, uprzejmi, sympatyczni. Kambodżanie są tacy po stokroć. I do tego cały czas się uśmiechają. Jakby na przekór wszystkiemu, co ich spotkało w ostatnich latach. Dlatego już od tych pierwszych chwil na kambodżańskiej ziemi, wiedziałem, że chcę opowiedzieć o ich codziennym, a jakże niecodziennym życiu.

Kambodża to kraj o połowę mniejszy od Polski, zamieszkiwany przez ilość osób równą 1/3 ludności naszego kraju. Wydawać by się mogło, że skoro to państwo azjatyckie, powinno mieć znacznie więcej mieszkańców (patrząc na jej dalszych i bliższych sąsiadów, jak Tajlandia czy Bangladesz, które znajdują się w 20 najbardziej zaludnionych państw). Niestety, stosunkowo niska liczba ludności, wiąże się krwawą historią Kambodży, która odcisnęła piętno nie tylko na jej mieszkańcach, ale również na całej gospodarce. Jak jest, najlepiej oddają dane ekonomiczne. PKB Kambodży wynosi 15,66 mld USD, podczas gdy nasze 546,6 mld. To pokazuje jak ubogi jest ten kraj i jak długą drogę musi jeszcze przejść do względnej stabilizacji gospodarczej.
Rozmyślałem sporo nad przykładem najlepiej obrazującym, czym codzienne życie w Kambodży różni się od życia w Polsce. U nas, zwłaszcza w większych miastach, codziennym problemem może być poranna walka o miejsce parkingowe w centrum. Dla Kambodżan problemem nie jest natomiast deficyt miejsc czy nawet samych samochodów (które de facto mają nieliczni), a brak książki do nauki własnego, ojczystego języka. To pokazuje skalę problemów, z jakimi na co dzień boryka się Kambodża. Mimo to, ludzie są szczęśliwi. A już z całą pewnością bardzo zaradni. Przez lata, nauczeni walczyć o byt, wiedzą, że nic nie przyjdzie samo, że o wszystko muszą się postarać. I starają się, jak mogą.

Godnym podziwu jest fakt, że w Kambodży nic się nie marnuje. Kambodżanie wyznają zasadę „wykorzystaj to, co masz” do realizacji swojego celu, bądź zadania. Wykorzystują więc narzędzia i przedmioty do granic możliwości. Dlaczego? Bo nie mają nic innego. W ten sposób powstają na przykład wszelkiej maści, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju pojazdy, które transportują pasażerów, towary, a często całe punkty gastronomiczno-usługowe. Tzw. tuk tuki są najpopularniejszym środkiem transportu w zatłoczonej stolicy Phnom Penh.
Z czego więc żyją Kambodżanie? W 40% z usług, do których zalicza się wspomniane usługi transportowe, gastronomiczne, a także naprawcze (bo przy tak dużej liczbie pojazdów, niezbędni są też mechanicy). 30% wartości PKB generuje rolnictwo, a 22% przemysł. Ten ostatni opiera się na produkcji odzieży, obuwia, drewna, miedzi, ryżu i tytoniu. Co ciekawe, choć we wszystkich sklepach i przydrożnych punktach sprzedaży dostępne są papierosy, nie widziałem nigdzie, żeby ktokolwiek je palił.

A co mieszkańcy Kambodży najbardziej lubią robić w czasie wolnym? Coś, co paradoksalnie jest ich prawdziwą słabością – pić piwo i grać w karty. To niestety prowadzi bardzo często do alkoholizmu.

Pomimo codziennych problemów, mieszkańcy tego niewielkiego państwa, są pogodni i radośni. To samo można powiedzieć o dzieciach. W szkołach, które odwiedziliśmy nie spotkaliśmy smutnego ucznia. Wszyscy z przyjemnością przychodzą na lekcje. U nas gros dzieci najchętniej chodziłyby na wagary (i często tak się dzieje). W Kambodży szkoła to dla dzieciaków wyjątkowe miejsce. Miejsce bezpieczne, w którym mogą zdobyć nowe umiejętności, ale też pobawić się i po prostu pobyć z rówieśnikami.
Największe wrażenie zrobił na mnie mały chłopiec, który swego czasu, pomimo wrodzonej wady ręki, codziennie przepływał wpław rzekę, by dotrzeć do ukochanej szkoły. Pokonywał swoje własne granice, by zdobyć wykształcenie i pomóc tacie i siostrom. Niestety wciąż wiele dzieci z dysfunkcjami nie uczęszcza do szkół. Są marginalizowane z uwagi na swoją niepełnosprawność. Organizacje takie jak Save the Children, z którą mieliśmy przyjemność podróżować po Kambodży, starają się to zmienić. A my wszyscy, pomagając w ramach akcji IKEA, przyczyniamy się do tej zmiany.
O autorze:
Grzegorz Bochenek ma 27 lat. Pracuje jako Marketing Manager w sklepie IKEA Warszawa-Targówek. Udział w projekcie IWitness był dla niego szansą na zobaczenie na własne oczy wspaniałych projektów wspieranych przez IKEA Foundation. Prywatnie uwielbia podróżować i poznawać nowych ludzi i ich odmienne kultury. Jego największą pasją są jednak samochody i wszystko, co z nimi związane.
Trwa ładowanie komentarzy...